Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasmanterie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasmanterie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 lutego 2014

Rękodzieło Lindy



Z tak umiejętnym zestawieniem pasmanterii i gotowego już rękodzieła, nie spotkałam się dawno. Tym bardziej żałuję, że klimatyczny sklepik mojej znajomej, w formie, jaką tu prezentuję, przechodzi do historii.




Żałuję tym mocniej, bo w centrum Legionowa, naprawdę nie ma wiele oryginalności. Tak zwany Sklep Chiński z tandetnymi ciuchami do pierwszego prania, targowisko i Błękitny dom handlowy, to największe atrakcje zakupowe tego fragmentu miasta. Szkoda, że z jego mapy znikają takie rodzynki, zwłaszcza, że ceny u Lindy mogły dopasować się do każdej kieszeni. Mam nadzieję, że w Warszawie czynsze okażą się niższe :-) a klient z pewnością bardziej wyrafinowany.








Większość rzeczy Linda wykonuje własnoręcznie, a w manualnej działalności towarzyszy jej mama. Mnogość technik i tworzyw to duży atut jej drogi twórczej.







I złość człowieka skręca - każdego artystę zwłaszcza - że tak w nasz naród wdrukowała się sztampowa tandeta, iż już zapomnieliśmy jaką wartość ma rękodzieło. A do tego wcale nie musi być drogie. Coś drgnęło w tej kwestii w stolicy i oby było to pospolite ruszenie, bo nie ma nic gorszego, gdy także w tej dziedzinie dojdziemy do żenującego braku alternatywy, bo zostaną nam wyłącznie upominki z Biedronki.  







Wierzę, że w nowym miejscu, ten wartościowy projekt zachowa swój charakter, łącząc asortyment: gotowych wytworów z surowymi materiałami dla innych twórców.








W takim miejscu każda artystyczna istota, musi dostać natchnienia :-) Tęczowa mnogość szalenie inspiruje. Nie wiem, jak Was, ale mnie dodatkowo podobne przybytki zawsze nastrajały optymistycznie. Dlatego, będę informować o nowych lokalizacjach tych pięknych rzeczy robionych z pasją i sercem.

poniedziałek, 14 października 2013

Wilcza 26. PASMANTERIA zatrzymana w czasie.


Właściwie samo centrum Warszawy, choć nieco na uboczu. Wilcza 26, to adres dla starych mieszkańców, lub tych, którzy zabłądzą tu po drodze. Aż nie chce się wierzyć, że w mieście, gdzie zaślepienie modernizacyjne gniecie każdy przejaw minionego, pyszne, nadęte marki wygrywają z tradycyjnymi, skromniejszymi - ostało się jeszcze takie miejsce.



Pasmanteria nie ma swojej nazwy. Jej historia sięga SPHW (Stołeczne Przedsiębiorstwo Handlu Wewnętrznego - aż musiałam do Internetu zajrzeć, by ustalić ten skrót :-), ot czas, biegnie). W 1990 r. została sprywatyzowana i funkcjonuje na własny rachunek. I całe szczęście, że jeszcze trwa! Pewnie niewiele doświadczyła zmian na przeciągu ostatnich trzydziestu lat i w tym tkwi jej siła. Ma duszę i czar kameralnych sklepików mojego wczesnego dzieciństwa.




Już na wejściu, magicznym sposobem, cofamy się w czasie...




Wewnątrz znajdziemy mnóstwo koralików, guzików, małych agrafeczek, wstążek i zatrzasek. Oprócz tych skarbów, samo miejsce przez swój charakter, też stanowi swojego rodzaju klejnot.




Są też ubrania, raczej dla osób w dojrzałym wieku i to solidnie wykonane...


Dla miłośników ręcznych robótek i tych, którzy chcą sobie przypomnieć nieco starszą Warszawę - wyprawa, obowiązkowa!





środa, 3 października 2012

CHMIELNA 20. Róże, guziki i inne SKARBY...

To jeden ze starszych sklepików w tej części Chmielnej, która przylega do Nowego Światu. Znajduje się na samym jej końcu, tuż przed ulicą Szpitalną. Ostatnia, najładniejsza na tym odcinku brama, w której lśnią jeszcze wieczorem, wypchane towarem, oszklone gabloty, jak wizytówki, niewidocznych na pierwszy rzut oka, ciekawych miejsc z ciekawym towarem.

Mnie jednak interesuje ten jeden, pod szyldem: SKLEP Z GUZIKAMI - JOANNA KAJKA. To w nim, już jako nastolatka robiłam pasmanteryjne zakupy. I choć miałam kilkuletnią przerwę w zapotrzebowaniu na takie artykuły, ze zdziwieniam jakiś czas temu odkryłam, że maleńki, ale pojemny do granic praw fizyki sklepik, istnieje nadal mimo, że od 1994 roku, zmieniło się wokół niemal wszystko, nie licząc murów coraz bardziej sypiących się kamienic.
Po proporcjonalnych do rozmiaru wnętrza z niskim stropem, kolorowych jak mozaika schodkach, wchodzimy do pasmanteryjnego raju, gdzie zajęty jest praktycznie każdy centymetr.




Wybór towaru w zestawieniu z kubaturą robi wrażenie! No i co jeszcze ważniejsze - ceny są niższe, niż w konkurencyjnej pasmanterii, kilka ulic dalej, za Domem Braci Jabłkowskich.
Znajdziemy tu wszystko, zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych krawcowych. Jest to też atrakcyjny przystanek w śródmiejskiej pogoni, dla artystów zajmujących się rękodziełem.

Przemiła, znająca się na rzeczy, umiejąca doradzić, pani Małgorzata, do woli wyciąga wciąż nowe szpulki i tasiemki... Ze swoim ciekawym życiorysem, pasuje do tego działającego na wyobraźnię miejsca.



I chociaż wpadam po zatrzaski, sznureczki, tasiemki, niezliczoną ilość razy, nawet już po wyprowadzce z Warszawy, dopiero wczoraj postanawiam udokumentować pasmanterię. W samą porę: mój wierny przyjaciel podróży, reporterskich przygód, spotkań z niezwykłymi ludźmi, pan Aparat - zdecydował się tam właśnie, wydać swoje ostatnie tchnienie...


Tego rodzaju sklepiki zazwyczaj są bardzo barwne i przyjemnie działają na zmysły, ale ten ma dodatkowo wewnętrzne ciepło. Kilka lat temu, znalazłam się przelotem w podobnym miejscu, choć bardziej nastawionym na sprzedaż gotowej biżuterii. Lecz atmosfera i umiejętność zagospodarowania każdego centymetra, były podobne. Zresztą - wystarczy spojrzeć:
Gdzieś w Macon...

Tymczasem, mnie póki co, nie po drodze znowu do Francji. Będę więc nie raz jeszcze wpadać po tasiemki, zatrzaski i maleńkie różyczki do Warszawy :-)